Kino
Jest przystojny. Jest całkowicie konkurencyjny. I jest jedną z największych gwiazd filmowych na świecie. Ale Orlando Bloom nie odniósł takiego sukcesu, jaki ma teraz, kiedy po raz pierwszy zaczął kręcić Władcę Pierścieni. Zanim był wart miliony i na długo przed tym, jak doprowadzał fanów do wzdrygnięcia swoim związkiem z Katy Perry wypełnionym PDA, Orlando był zaledwie młodym absolwentem college'u w Kent w Anglii. Nakręcił kilka niewymienionych w czołówce seriali telewizyjnych, ale niewiele więcej. Trylogia Władcy Pierścieni Petera Jacksona była niewątpliwie pierwszym wielkim przełomem w karierze Orlando. Nie wspominając już o jego pierwszym doświadczeniu na ogromnym planie filmowym. Taki szybki sukces może wypaczyć człowieka. Może sprawić, że staną się uprawnieni, ekscentryczni, a nawet trochę fiutni. Ale czy to samo przydarzyło się Orlando?
Jednym z najlepszych sposobów, aby opowiedzieć o danej osobie, jest usłyszenie, co myślą o niej inni, zwłaszcza jeśli tymi „innymi” są Twoi przyjaciele i współpracownicy. Biorąc pod uwagę, jak legendarna była bliskość obsady Władcy Pierścieni, istnieje całkiem sporo informacji na temat tego, co obsada tak naprawdę myślała o mężczyźnie, który później został piratem z Karaibów i mężem kalifornijskiej dziewczyny .
Część obsady opiekowała się nim, odkąd był nowy
Oto prawda: cała obsada „Władcy Pierścieni” była ze sobą niezwykle zżyta, pomimo sporadycznych konfliktów wewnętrznych. Choć nie jest to powszechnie wiadome, niektórzy członkowie obsady mieli możliwe do rozwiązania problemy z Seanem Astinem, a jeden z członków obsady miał nawet potajemny spór z reżyserem Peterem Jacksonem. Ale Orlando Bloom nie wziął tego pod uwagę. W rzeczywistości wydaje się, że ma znakomitą reputację w świecie hobbitów, ludzi, krasnoludów i innych elfów.
Inna elfka, Liv Tyler (która grała Arwenę), twierdziła, że nieustannie opiekuje się Orlando, odkąd była to jego pierwsza przygoda z kręceniem hitów filmowych.
„Kocham Orlando” – powiedziała Liv Tyler dokument zza kulis o powstawaniu Władcy Pierścieni. – To znaczy, często bym go wyzywał. Miałem taką sytuację, że nie chciałem prowadzić, kiedy [kręciliśmy zdjęcia w Nowej Zelandii], ponieważ [samochód] był po lewej stronie. Mam lekką dysleksję i byłem absolutnie przerażony. Tak więc Orlando mieszkał bardzo blisko mnie i kazałem mu wozić mnie po całym mieście. Spędzaliśmy razem dużo czasu i chyba chciałam się nim opiekować. To był jego pierwszy film i naprawdę mógł namieszać w głowach niektórym ludziom, począwszy od studenta szkoły filmowej, a skończywszy na jednej z gwiazd tak ogromnego filmu. Dlatego zawsze zwracałem dużą uwagę na to, co robił. Nie chodzi o to, jak się zachowywał, czy coś. Ale jaki był w życiu osobistym.
Ale fakt, że Orlando był tak zielony, zjednał mu także sympatię wielu bardziej doświadczonych osobistości na planie, głównie dlatego, że jego entuzjazm był zaraźliwy.
„To żywy facet, ale naprawdę dobry” – wyjaśnił Sean Bean. „Ma naprawdę dobre serce”.
Orlando stał się workiem treningowym do dokuczania
Chociaż wielu członków jego obsady wiedziało, kim jest dżentelmen Orlando, nadal świetnie się bawili, dokuczając mu. Oczywiście głównym powodem był jego niewymuszony wygląd. Wiele uwagi przykuła także jego śmiała, poszukująca mocnych wrażeń osobowość. Ten człowiek był po prostu fajny. A to oznaczało, że obsada musiała go trochę przygnębić. Nigdy nie było to bardziej widoczne niż wtedy, gdy Orlando złamał żebro podczas kręcenia sceny do „Dwóch wież”.
Chociaż Orlando podczas kręcenia „Władcy Pierścieni” uprawiał w Nowej Zelandii wiele sportów ekstremalnych, najpoważniejszą kontuzję doznał, gdy spadł z konia, a dublet dla Gimliego wylądował na jego żebrach. Pomimo powagi jego kontuzji, obsada (zwłaszcza Hobbici) świetnie się bawiła, dokuczając mu za każdym razem, gdy narzekał. Choć początkowo darzyli go sympatią, im bardziej Orlando jęczał i jęczał, tym bardziej chcieli się z niego naśmiewać. Ale wszystko to było dobrą zabawą, ponieważ Orlando w większości był prawdziwym żołnierzem i wracał do strzelania następnego dnia po kontuzji.
Nie współczuj Orlando, mógł dać z siebie tyle, ile mógł. Według nagrania zza kulis , Orlando był duszą imprezy, delikatnie szturchając swoich bardziej doświadczonych kolegów. Chociaż Orlando świetnie się bawił, naśmiewając się z hobbitów (Elijaha Wooda, Seana Astina, a w szczególności Dominica Monaghana i Billy'ego Boyda), miał także skłonność do obalenia przyszłego króla Gondoru.
„Mamy taki żart, w którym ciągle na siebie krzyczymy. Ja i Aragorn [Viggo Mortenson]” – powiedział Orlando w wywiadzie.
Do dziś Orlando utrzymuje silne przyjaźnie ze swoimi kolegami z obsady. I najprawdopodobniej fakt, że wszyscy mogli mieć tak grubą skórę podczas przechodzenia przez niezwykle wymagające, długie i obciążające twórczo doświadczenie, połączył ich razem ponad dwie dekady później.














