Sława
Zdecydowana większość aktorów po współpracy z Quentinem Tarantino poczuła się wyjątkowo szczęśliwa. Choć kultowy reżyser „Wściekłych psów”, „Pulp Fiction” i „Nienawistnej ósemki” może mieć kilka kontrowersyjnych aspektów swojej przeszłości, w tym skomplikowane relacje z Harveyem Weinsteinem, cieszy się solidną reputacją wśród aktorów. Jest to niewątpliwie jeden z powodów, dla których Leonardo DiCaprio zdecydował się na współpracę przy filmie Quentina z 2012 roku „Django Unchained”.
W przedwojennym, westernowym eposie południowym Leonardo gra jedną z najbardziej karygodnych postaci w historii kina, Calvina Candie. Właściciel niewolników jest jednym z głównych złoczyńców w tej historii i robi to, co większość widzów uważa za najohydniejsze rzeczy, jakie kiedykolwiek pokazała kamera. Oczywiście wystarczyłoby to, aby odstraszyć każdego aktora, nie mówiąc już o przystojnym głównym bohaterze, który aż do tego momentu nawet nie grał złoczyńcy. Ale prawdziwe uczucia Leo do Django Unchained są powodem, dla którego ostatecznie podpisał kontrakt…
Miłość Leo do Quentina i cała historia pokłóciły się z intensywnym uczuciem dyskomfortu
„Od dawna jestem fanem twórczości Quentina i podoba mi się fakt, że w pewnym sensie odtwarzał swoją historię w głęboko amerykańskim kontekście, dodając do tego spaghetti western z gatunku Sergio Leone. Coś, co mógł zrobić tylko Quentin Tarantino” – Leonardo DiCaprio wyjaśnił w wywiadzie przed premierą filmu. „Ta postać naprawdę przypominała mi młodego Ludwika XIV, który naprawdę gnił od środka. Jak to ujął [Quentin] i lubię to powtarzać, jest to ktoś, kto naprawdę reprezentował upadek moralny Południa w tamtym okresie. To znaczy był najgorszym z najgorszych właścicieli plantacji. Był zbyt dobrze napisany, żeby go przepuścić, a zawsze chciałem pracować z Jamiem Foxxem i, oczywiście, wielkim Christophem Waltzem i Samem Jacksonem. W tym filmie było zbyt wiele wspaniałych elementów, żeby kiedykolwiek odwrócić od nich uwagę.
W szczególności praca z Samem Jacksonem była perspektywą, której Leo nie mógł odrzucić. Ale to, że podobał mu się scenariusz, reżyser i obsada, nie oznaczało, że wybór reżysera tego filmu był oczywisty. Prawdę mówiąc, Leo dość głośno mówił o tym, jak trudne było zagranie tak okropnego człowieka.
„Pierwszy dzień na planie był dla mnie niezwykle trudny” – przyznał Leo wywiad z Nightline . Kiedy Leo nie chciał podać szczegółów, dlaczego to zrobił, wkroczyła jego koleżanka z planu, która również brała udział w wywiadzie.
„Muszę to opowiedzieć, bo widziałem” – powiedział Jamie Foxx, po czym wyjaśnił, że Leo naprawdę czuł się niekomfortowo, używając słowa na „N” i po prostu będąc wyjątkowo nieprzyjemnym wobec Czarnych. Na szczęście zarówno Jamie, jak i Sam Jackson wkroczyli, aby go uspokoić. Chociaż Sam zrobił to w najbardziej typowy dla Sama Jacksona sposób, mówiąc: „Hej, skurwielu, to dla nas kolejny wtorek”. Ruszajmy!
W innym wywiadzie Leo jeszcze szerzej wyjaśnił swój pierwszy dzień, mówiąc: „Pierwszy dzień był całkiem… całkiem szalony. To znaczy, miałem dwóch zawodników i każdego dnia zwracałem się do nich na „n”, i było… ciężko. To było naprawdę trudne, właściwie – zajęło mi dużo czasu, zanim się dostosowałem. Nigdy nie czułeś się komfortowo, ale to część naszej pracy, wiesz?
Jednak po rozmowie na ten temat z Jamiem, Samem i Quentinem Leo doszedł do wniosku, że absolutnie konieczne jest zagranie tej postaci tak okropnie, jak to tylko możliwe. Przecież w żadnym wypadku nie należy go humanizować ani okazywać mu empatii.
„W przeciwnym razie ludzie pomyślą, że osładzamy tę kwestię, a jest to ważna kwestia, o której należy rozmawiać, jeśli chodzi o historię Ameryki” – powiedział Leonardo w wywiadzie dla Fundacji Gildii Aktorów Ekranowych.
Ostatecznie wszyscy wspierali wybory Leo jako aktora, ponieważ właśnie na to się zgodzili i była to ważna historia, którą próbowali opowiedzieć. „Cała obsada, zwłaszcza Jamie, była dla mnie niezwykle zachęcająca”.
Dlaczego film był ważny dla Leo, Jamiego i Quentina
Zarówno Quentin Tarantino, jak i Leo bronili się przed brutalną treścią filmu, twierdząc, że nie ma w nim nic, co nie byłoby zgodne z prawdą historyczną. Chociaż Quentin odtworzył pewien aspekt historii, podobnie jak wcześniej w przypadku Bękartów wojny, projekt kostiumów, obraźliwy dobór słów i ogólne nastawienie bohaterów ma w sobie nieodłączną prawdę i przytłaczającą dokładność.
Większość Quentina filmy mają jakieś ukryte znaczenie jednak ten był znacznie bardziej jawny w tym, co próbował przekazać pod całą krzykliwą przemocą, muzyką rapową i zwięzłymi jednostronnymi wersami. I to było coś, do czego Leo dążył...
Ostatecznie Leo podobało się także to, że Quentin zaprojektował postać niewolnika, który ostatecznie uwolnił się, a nie został uwolniony, jak to przedstawiano w niezliczonych innych filmach wcześniej. Było w tym coś z natury potężnego, co kontrastowało z epicką historią miłosną, brutalną czarną komedią i przemocą w ukochanym stylu Quentina, co sprawiło, że trzeba było go zrobić.














